AktualnościStrona główna

Mury, w których tętni życie

„Katolika” wznoszono na tle wielkiego kryzysu. Mimo to przetrwał trudne – a potem nawet znacznie cięższe – czasy. Bo ludzie, nawet jeśli jest bardzo źle, potrzebują wsparcia, nadziei na lepsze jutro. A z tym obiektem wiąże się wiele pasji i szczęśliwych chwil. Zmodernizowany obiekt odżyje w 2023 roku, 90 lat po jego otwarciu. Historia w pewnym sensie zatoczyła koło, bo remont zbiegł się z obecnym zawirowaniem energetyczno-gospodarczym.

Połowa lat 90. XX wieku. Ulica Kościuszki, tuż przy skrzyżowaniu. Stary dom kultury nadal tętni życiem. W środku siedzą m.in. aktor Bogusz Bilewski i prozaik Tadeusz Kwiatkowski-Cugow. Obaj – jako jurorzy – uświetniają kolejną „Wiosnę Teatralną”. Tę edycję zapamiętają nie tylko z powodu spektakli i wydanego werdyktu. W pamięci utki także trzask z pobliskiej jezdni. Dramat miał miejsce tuż przed budynkiem.   

– Ładowałem kamerę przy oknie, z którego było widać ulicę Kościuszki – wspomina Andrzej Pawlewicz, pracownik Rypińskiego Domu Kultury. – Musiałem mieć gotowy sprzęt na spektakle, tak by wszystko zostało zarejestrowane. I nagle usłyszałem huk. To był ułamek chwili. Odwróciłem się i zobaczyłem wypadek. Żuk zderzył się z motocyklem, tuż przed wejściem do domu kultury. Akurat był z nami Bogusz Bilewski. Jako pierwszy wybiegł na ulicę i fachowo udzielił pomocy nieprzytomnemu, krwawiącemu człowiekowi. Czuwał nad nim aż do przyjazdu pogotowia. Lekarze twierdzili potem, że aktor uratował motocykliście życie. Tak, to był wielki przyjaciel rypińskiej imprezy.

Gwiazdorska obsada

W archiwum „Katolika” – bo tak o dawnym domu kultury mówi lokalna społeczność – znajdziemy więcej ciekawych historii, z gwiazdami w rolach głównych. Trudno uwierzyć, że to miejsce było kiedyś kulturalną miniaturką miasta. Przez kilka lat placówką zarządzał Adam Dec – autor utworu „Moje miasto Wadowice”. Obok „Barki” i „Abba Ojcze” właśnie ta pieśń najbardziej kojarzy się z Karolem Wojtyłą. Papież usłyszał ją po raz ostatni w marcu 2005 roku, gdy przebywał w klinice Gemelli. Śpiewali ją pielgrzymi z jego rodzimego miasta. Utwór rozbrzmiewa codziennie o godzinie 13 z wieży kościelnej na tamtejszym rynku. Tu swoją pracę – jako plastyk – zaczynała m.in. Elżbieta Bednarska – twórczyni największych sakralnych witraży w Polsce. Z jej inicjatywy powstała Galeria R, w której wystawiano prace wielu wybitnych artystów: Barbary Jonscher, Barbary Narębskiej z Torunia czy Edwarda Lutczyna. Wernisażom towarzyszyły spotkania z autorami prezentowanych prac. Zresztą, twórcy, znani z pierwszych stron ówczesnych gazet, nieraz gościli w murach budynku.

– Prowadziłam spotkanie z Janem Nowickim. To było niesamowite przeżycie. Co tu dużo mówić: emocje sięgały zenitu – opowiada Zenobia Rogowska, przewodnicząca rypińskiego oddziału „Civitas Christiana”, dawniej instruktorka domu kultury. – Sentymentalnie myślę też o tak zwanej „Estradzie”. To była instytucja, która miała podpisane kontrakty z muzycznymi zawodowcami. Dzięki niej grali u nas m.in.: Czerwono-Czarni, 2 plus 1, Breakout, Irena Jarocka, Zdzisława Sośnicka czy Mieczysław Fogg. To były czołowe nazwy w latach 70. czy 80. Nawet teraz, kiedy wymieniam je jednym tchem, czuję ekscytację. Ważną rolę odegrał klub „Piwnice”, ulokowany w podziemiach domu kultury. Powstało tam Towarzystwo Miłośników Ziemi Rypińskiej. Prowadził je nasz lokalny literat – Bogdan Balcerowicz. Z racji zainteresowań zapraszał głównie poetów i podróżników, choćby Tony’ego Halika. Ponadto razem z Marią Kaliciecką i Edwardem Koźmińskim wymyślił „Wiosnę Teatralną” – flagową imprezę ośrodka. W latach 70. na trenie Rypina i naszego powiatu istniało wiele amatorskich zespołów teatralnych – różnorodnych pod względem formy. To były teatry poezji i dramatyczne. Stąd zrodziła się potrzeba wymiany ich dorobku  artystycznego, zaprezentowania poziomu, repertuaru, talentów tych ludzi i ich zainteresowań. „Wiosna Teatralna” ewoluowała. Miała różne formy. Z czasem pojawiały się np. teatry plastyczne czy zespoły muzyczne. Mieliśmy także spektakle plenerowe. Zespoły występowały w zakładach pracy, np. dawnym FAM-ie. Z biegiem lat zaczęliśmy zapraszać twórców z województwa. Potem dołączyli artyści z całej Polski. Wydarzenie cieszyło się ogromnym zainteresowaniem. Społeczeństwo Rypina i okolic czekało na te spotkania.

– Gdy myślę o starym domu kultury, od razu widzę ogromną salę, w której odbywały się na przykład na koncerty i dyskoteki  – dodaje Andrzej Pawlewicz. – I naturalnie, muszę wspomnieć o „Wiośnie Teatralnej”. Na górze można było oglądać główne spektakle, a na dole: kameralne przedstawienia. Wiele z tych chwil zarejestrowałem moją kamerą. To niesamowite archiwum, szczególnie, że na tej imprezie pojawiali się znani dziś aktorzy. Tomasz Karolak brał udział w dwóch „Wiosnach”. Pamiętam, jak powiedziałem do niego: „człowieku, ty będziesz kiedyś aktorem”. A on odpowiedział w swoim stylu: „ty się nie bój i otwieraj nam drzwi, bo musimy się przygotować”. A potem razem z zespołem wystawił sztukę, w scenariuszu której chcieli zabić starszą panią. To oczywiście nie wszystko. W Rypinie swoje umiejętności szlifowali też inni artyści. Joanna Koroniewska i Piotr Głowacki występowali tu jako twórcy Spiętego Teatru Spinaczy. Teatr zresztą rozbijał bank, wygrywał wszystko. Podczas jednego z ich występów pomylono godziny. Pracownica domu kultury nie wiedziała, że będzie to sztuka tylko dla dorosłych. A trzeba zaznaczyć, że „Wiosny Teatralne” łączyły pokolenia, pojawiali się na nich nie tylko pełnoletni obywatele, ale też dzieci. We wspomnianym spektaklu była scena łóżkowa. Dzieci udało się szybko ewakuować, a Spięty Teatr Spinacza zgarnął wtedy Grand Prix imprezy. Grała u nas także Magdalena Różdżka. Występowała z teatrem z Nowej Soli. Miała tam epizod i przyszła pożyczyć ode mnie żelazko do tej roli. Był również Andrzej Nejman. I oczywiście nie można zapomnieć o naszym krajanie – Zbyszku Suszyńskim. On nie tylko stawiał pierwsze kroki na scenie w Rypinie ale też pojawiał się na „Wiosnach Teatralnych” jako juror. Zresztą, skład jurorski imponował. Tę funkcję pełni także m.in.: Anna Chodakowska, Jan Machulski, Wojciech Siemion, Jerzy Kryszak, Tadeusz Kwiatkowski-Cugow i Bogusz Bilewski. Gdy Tadziu recytował, to wszyscy płakali. Warto dodać, że jest on autorem tekstu piosenki Budki Suflera – „Sekret”. Ja na to wszystko patrzę przez pryzmat kamery. Doskonale wszystko pamiętam, każde mgnienie. Jakby to było wczoraj.

Pukając do nieba bram

Nawet gdy czas pędzi nieubłagalnym tempem, nie jest w stanie wymazać wspomnień, przyklejonych do konkretnych miejsc. Tych związanych z „Katolikiem” z pewnością jest co niemiara – wśród różnych grup wiekowych i kilku pokoleń. Historia tego monumentalnego obiektu  – o modernistycznej bryle, z bocznymi ryzalitami – sięga bowiem okresu międzywojennego. Co ciekawe i inspirujące – budowano go w czasie wielkiego kryzysu. Można metaforycznie powiedzieć, że pomysł spadł z nieba, bo początkowo gmach należał do Akcji Katolickiej.   

– Idea wybudowania Domu Katolickiego w Rypinie zbiegła się z aktywnością arcybiskupa Juliana Nowowiejskiego, któremu zależało na tym, by kościół katolicki w diecezji płockiej wszedł w sfery dotąd przez kościół zaniedbywane – między innymi w działalność kulturalną – mówi Andrzej Szalkowski, dyrektor Muzeum Ziemi Dobrzyńskiej. – Przy świątyni działały kółka różańcowe, kółka pomocowe, bractwa różnych świętych, ale poza działalnością filantropijną, odpuszczały sobie wspominaną strefę kultury. Biskup Nowowiejski zachęcał do tego, by w dekanatach decyzji płockiej powstały właśnie tego typu organizacje. Nasz ksiądz kanonik Stanisław Gogolewski rychło przystąpił do czynu i na działce, należącej do parafii, rozpoczęto budowę Domu Katolickiego. Był 5 lipca 1930 roku. Obiekt należał do Akcji Katolickiej, działającej przy Parafii Świętej  Trójcy w Rypinie. 31 lipca, czyli trzy tygodnie później, biskup Nowowiejski przyjechał do Rypina poświęcić fundamenty. Prace trwały ponad trzy lata. Budynek oddano do użytku 19 listopada 1933 roku, choć przez jakiś czas trwały jeszcze prace wykończeniowe. Warto zauważyć, że najważniejszy moment budowy, czyli od poświęcenia fundamentów, zbiegł się z wielkim kryzysem; mimo to parafia sobie z tymi utrudnieniami poradziła. Budynek służył oczywiście katechizacji, swoje siedziby ponadto miały tam organizacje katolickie. Dodatkowo na parterze mieściły się pomieszczenia, dzierżawione rzemieślnikom. Działał tam między innymi rypiński krawiec. Siostry Pasjonistki prowadziły ochronkę, czyli przedszkole. Była także wielka sala ze sceną, wybudowana z myślą o działalności kulturalnej. To było miejsce spotkań, bali sylwestrowych, różnego rodzaju wieców politycznych, kulturalnych i religijnych. Budynek finansowano ze środków parafian i parafii. Do 1939 roku pozostawał w rękach Akcji Katolickiej.

Od siedziby NSDAP do Powiatowego Domu Kultury

Latem 1939 roku ludzie wciąż mieli wiele marzeń i odsuwali myśli o wojnie. Przecież ta pierwsza niedawno się skończyła. Chcieli żyć w ukochanej Polsce, która po 123 latach odzyskała wolność. Niestety, radość nie trwała długo. 1 września 1939 roku okrutnie zmienił historię. Zmieniła się też funkcja omawianego budynku. Właśnie tu utworzono powiatową siedzibę NSDAP. Była to ironia losu, bo wcześniej  propagował on zupełnie inne idee. Monument nie wrócił już nigdy do parafii, za to ubarwiał życie w czasach szarego PRL-u.   

– Po wojnie obiekt przez moment pełnił funkcję domu organizacji społecznych – opowiada Andrzej Szalkowski. – Jednocześnie rozpoczęła się walka między parafią a nową władzą ludową w mieście. Ostatecznie budynek został odebrany Kościołowi. W 1956 utworzono tam Powiatowy Dom Kultury. W kulturalnym życiu Rypina okresu PRL-u pobrzmiewają jeszcze echa przedwojenne. To między innymi męski chór Lutnia, który skupiał przedstawicieli różnych zawodów. W budynku regularnie występowała Orkiestra Dęta, choć tu trzeba zaznaczyć, że najpierw działała przy Straży Pożarnej, a po wojnie – przy Rypińskich Zakładach Okrętowych. Przy Powiatowym Domu Kultury rozwijały się różnego rodzaju zespoły muzyczne, na przykład Komety. Funkcjonowała Galeria R, założona z inicjatywy Elżbiety Bednarskiej. Był Klub Seniora. Organizowano dyskoteki, potańcówki, bale sylwestrowe. Tam się wszystko zaczęło. To kulturalna miniaturka miasta. Na początku lat 60. XX wieku powstały kluby dyskusyjne regionalistów i z nich wykluło się Towarzystwo Miłośników Ziemi Rypińskiej. Oni działali w klubie „Piwnice”. Organizowano spotkania, referaty, podejmowano inicjatywy wydawnicze. W domu kultury wystawiano ponadto wystawy archeologiczne, tam też narodziła się idea utworzenia muzeum, która w 1965 roku zaowocowała utworzeniem Regionalnej Izby Pamięci w tzw. Domu Kaźni.

W 1991 roku połączono dom kultury, bibliotekę i muzeum w jeden ośrodek, na czele którego stanął Andrzej Korzeniewski. Osiem lat później dom kultury przeniesiono do kina, nota bene kilka lat temu wyremontowanego m.in. ze środków unijnych. Tam kontynuowano inicjatywy, zaczęte w „Katoliku”. Po zmianie przysłowiowej miejscówki budynek przy ulicy Kościuszki praktycznie opustoszał. Niektóre lokale zostały wynajęte, by generować dochód dla miasta. Przez pewien czas odbywały się też wytrawne bale sylwestrowe. Nie ulega jednak wątpliwości, że obiekt stracił swój blask, ponadto stan techniczny zostawiał sporo do życzenia. Trudno było uwierzyć, że kiedyś tętniło tam życie.

Szansa na nowe rozdanie

Życie jednak często daje drugą szansę. I taki los spotkał „Katolika”. Od marca 2021 roku twa modernizacja obiektu: od piwnic po dach (w planach m.in.: nowa elewacja, nowe okna, klatki schodowe, nowe oświetlenie i nagłośnienie w sali widowiskowej, wentylacja mechaniczna, winda dla niepełnosprawnych). Ozdobne pilastry zostaną nienaruszone; tak, by przypominały o przeszłości. Nad tą niełatwą przebudową czuwa konserwator. Każda kondygnacja odkrywa trudności, które trzeba na bieżąco rozwiązywać. Jest jednak determinacja w działaniu – by ożywić tę nieco uśpioną część Rypina i by budynek znowu przyciągał w swoje progi mieszkańców. Na rewitalizację nasze miasto otrzymało ponad 3 mln zł z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko-Pomorskiego na lata 2014-2020 oraz 3,5 mln zł z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Swoją drogą, okazuje się, że spory polityczne toczą się przede wszystkim na górze. Tu, w małych ojczyznach, na szczeblu samorządowym skutecznie można połączyć środki z centrali z unijnymi. I nikt o złej Unii nie mówi. Bo gołym okiem widać zmiany.

Po zakończeniu prac rewitalizacyjnych w obiekcie powstanie Centrum Aktywności Społecznej; w założeniu miejsce skupiające rozrzucone po mieście stowarzyszenia NGO, seniorów, zrzeszanych w Klubach Seniora, Uniwersytetach Każdego Wieku i Trzeciego Wieku oraz innych aktywnych mieszkańców, którzy będą mogli realizować tu działania społeczne. Docelowo ośrodek ma się stać inkubatorem NGO, gdzie będzie można nie tylko znaleźć swoją siedzibę, ale i wsparcie w zakresie np. księgowości lub pozyskiwania środków zewnętrznych. To nieco inna działalność niż w czasach świetności, ale oparta na podobnej idei: łączenie pokoleń i zacieśnianie lokalnych więzi.

Między przeszłością a teraźniejszością

– W latach 70. czy 80. to było centrum życia kulturalnego miasta i powiatu – mówi Zenobia Rogowska. – Platforma realizacji zainteresowań, odkrywanie siebie, pasje ludzi w różnym wieku, działających pod opieką specjalistów i mistrzów danej dziedziny. Cieszę się, że ten budynek jest remontowany i że zachowano unikatową mozaikę. Teraz będzie on pełnił nieco inną funkcję. Na pewno jest potrzebne miejsce, gdzie ludzie mogliby się spotykać, mieć przestrzeń. Osobiście marzy mi się powrót klubu, wzorowanego na dawnych „Piwnicach”, by znów zjednoczyć ludzi kultury w jednym, klimatycznym miejscu.

– Kiedy budowano obiekt, w zamyśle miał on zrzeszać różne organizacje chrześcijańskie, bo w tym czasie w wielokulturowym Rypinie trwała rywalizacja między naszą religią, a judaizmem – dodaje Andrzej Szalkowski. – Potem pojawiły się inne wątki, ale cel ciągle był ten sam: skupić pod jednym dachem wartościowe inicjatywy. Można metaforycznie powiedzieć, ze kiedy przeniesiono dom kultury do siedziby kina przy ulicy Warszawskiej, ten budynek stracił swoje serce. Teraz pojawiła się szansa na ożywienie przeszłości. W Rypinie mamy stowarzyszenia oraz organizacje, którym przydałyby się nowe pomieszczenia. Jest też na przykład lokalny oddział PCK. Moim zdaniem warto kontynuować tradycję i mieć budynek otwarty na różne grupy wiekowe i zawodowe, na różne potrzeby i formy działalności: od spotkań seniorów po prelekcje, warsztaty, wystawy czy imprezy kulturalne lub rozrywkowe. Stąd też nazwa: Centrum Aktywności Społecznej. Remont może przywrócić budynkowi blask – dzięki ludziom; ich zaangażowaniu i różnorodnym pomysłom. Bo to ludzie – zaciskane między nimi więzi – zawsze byli największą wartością tego miasta.

Budynek wznoszono na tle wielkiego kryzysu. Mimo to przetrwał trudne – a potem nawet znacznie cięższe – czasy. Bo ludzie, nawet jeśli jest bardzo źle, potrzebują wsparcia, nadziei na lepsze jutro. A z tym obiektem wiąże się wiele pasji i po prostu szczęśliwych chwil. Zmodernizowany obiekt odżyje w 2023 roku, 90 lat po jego otwarciu. Historia w pewnym sensie zatoczyła koło, bo remont zbiegł się z obecnym zawirowaniem energetyczno-gospodarczym. Oby jej kolejne rozdziały też zachowały ducha dawnych dni.    

MG

Foto: MG

Podobne artykuły

Sprawdź ponownie
Close
Back to top button